sobota, 8 grudnia 2012

02. rozdział drugi - dear rain, could you please wash us all?



Charlie cofnęła rękę do tyłu, obdarzając Zayna  niezbyt ciepłym spojrzeniem. Nie wzbudził w niej, jak się pewnie domyślacie, przesadnie dobrego wrażenia na wejściu. Ściągnęła więc tylko usta w ciup i pokiwała ze zrozumieniem, a zaraz po tym zamaszyście obróciła się na pięcie i ruszyła do drzwi.
Mulat stał w drzwiach i przyglądał się sylwetce młodej dziewczyny, która jak burza wparowała do jego mieszkania. To nie tak, że nie był nieprzyzwyczajony do niespodziewanych wizyt niespodziewanych kobiet, ale czegoś takiego, to się, powiedzmy, nie spodziewał. Bo, co to miało być? Wpadła, wyrzuciła Sandy, wypadła, a potem jeszcze oznajmiła, że będzie z nim mieszkać. Co takiego? Przejechał po niej powoli wzrokiem, kiedy szła w kierunku drzwi, przemierzając mieszkanie równym i szybkim krokiem, niewidzialnymi obcasami stukając o podłogę. Czemu nie ma obcasów? Tak bardzo pasowałby jej ten dźwięk, porusza się prosta, pewna siebie… Ale z kolei było coś w tej nieznajomej posturze, co sprawiało, że wyniosłość kobiet, które do tej pory widział – o różnej aparycji, kształcie, stroju, a czasami i bez – dziwnie do niej nie pasowała. Uniósł lekko brew i zatrzymał się spojrzeniem na materiale jej kurtki, kiedy naciskała klamkę.
- Hej, hej, wracaj!
Głos zadrgał mu delikatnie w krtani, wydobywając się na zewnątrz z dokładnie takim tonem, jaki chciał. Zadowolony z siebie czekał na odpowiedź. Wiedział, że ją usłyszy.
Charlie stanęła w pół kroku, nie wiedząc, co zrobić. Niewygodnie zawiesiła nogę w powietrzu, jednocześnie nie puszczając jeszcze klamki od drzwi, które irytowały ją teraz bardziej niż cokolwiek innego. Cóż, chciała, czy nie chciała, tak właśnie wyglądało jej powitanie w nowym domu. Niepewna, jak ma zareagować na ten niechlubny początek wspólnej znajomości, zawiesiła się niepewnie na progu, kołysząc się podeszwami butów. Z zażenowaniem musiała przyznać, iż to, że z lewej strony widać było całe jej niezdecydowanie – chłopak bezczelnie przyglądał jej się i rozszyfrowywał jej ruchy – jak w szachach, idealnie przewidywał, który ruch zawiera w sobie jakie odczucia. Czując na sobie bardzo śliskie spojrzenie, obróciła się na pięcie i oparła się o próg mieszkania, bez mrugnięcia odpierając atak. Lata praktyki. Nie ruszała już jej praktycznie świadomość, że ktoś ją obserwuje.
Zadrgał mu lewy kącik ust, a potem delikatnie rozwinął się w uśmiechu. Ha, żadna nie była jeszcze tak obojętna. Żadna. A teraz? Teraz trochę seksapilu, uroku osobistego, no i mamy ją.
Śmiał się. Charlie nie rozumiała do końca, czy do niej, czy z niej, czy po prostu tak bawi go ta cała sytuacja, w której tak naprawdę nie ma wygranych?
Na żywo był mniej więcej tak samo wysoki, jak podawano w tych wszystkich rubryczkach – chudy, zwinny i umięśniony. Włosy miał niedbale rozsypane na głowie, tym razem bez śladu żelu, co dawało efekt zgoła komiczny, poza tym szeroko pojęte media nie miały jeszcze jakiegokolwiek dostępu do tego obrazu. Tym większy efekt wywarłoby to na postronnych świadkach, kiedy znowu tak stali i mierzyli się nawzajem spojrzeniami.
- Niańka.
- Co?
Zayn uśmiechnął się, jakby właśnie odkrył Amerykę, po czym ruszył do przodu nadal nie odrywając wzroku od Charlie, jakby miał ją zaraz przeszyć na pół. Wygiął się jak akrobata, sięgając po koszulę wiszącą na krześle i narzucił ją na gołe ramiona, po czym nie przejmując się absolutnie, że nie ma na sobie spodni, zbliżył się do Charlie na odległość nie przekraczającą trzydziestu centymetrów i śmiało podniósł jej podbródek do góry dwoma palcami, by na krótką chwilę spojrzeć na nią naprawdę z góry.
Charlie natomiast odskoczyła jak oparzona, wydając z siebie coś na kształt pisku kota ciągnącego za ogon. Nie planowała tego absolutnie, ale policzki lekko zaszły jej różową mgłą – nieszczęsna przypadłość jeszcze z czasów liceum. Nienawidziła tego szczerze, bo w takich właśnie momentach czyniło to z niej osobę bezbronną i ukazywało, jak bardzo wytrącona jest z równowagi i jak bardzo udało się ją zaskoczyć. A nie powinno się udawać. Nie ją.
- Cholera, łapy przy sobie!
I znowu Zayn popatrzył na nią, jakby była małą, przestraszoną dziewczynką z zerówki. Upokarzające spojrzenie. Wredne spojrzenie.
To było wręcz nie do opisania, jak bardzo Charlie nie cierpiała takich pewnych siebie, bogatych gówniarzy, którzy myśleli, że na wystarczy skinąć palcem, a fortuna już na kolanach puka do drzwi. Miała ochotę zaraz wyjść z tego domu, a już w ogóle nie miała najmniejszej nawet ochoty, żeby tam zamieszkać.
A wiedziała, co ją przecież czeka.
Zebrała się więc w sobie błyskawicznie w sposób, na jaki stać było wyłącznie Charlotte Hales, odrzuciła do tyłu opadające luźno na twarz czarne włosy i jeszcze raz, kolejny raz, a na pewno nie ostatni w tej niezbyt chlubnej historii mieszkania pod numerem osiemnastym uderzyła go wzrokiem, który potencjalnych śmiertelników wmurowywałby w chodnik.
Ale nie Zayna Malika. To już była nie ta bajka.
- Dobrze – mruknęła, starając się nie wywrzeszczeć mu w twarz, jak bardzo nie chce tutaj być – Rozumiem, nie musimy wcale utrzymywać kontaktów, jestem tutaj wyłącznie na zlecenie, racja…
Nadal stał w tym samym miejscu i uśmiechał się tym uśmiechem z okładki, od którego małolatom ciśnienie rosło o połowę.
Charlie spróbowała jeszcze raz.
- Cóż, w takim razie mam przynajmniej nadzieję, panie Malik, że wie pan, kto mnie tutaj przysyła. Liczę, że nasza współpraca przebiegnie bez przeszkód.
Zayn parsknął śmiechem, czym kompletnie wywrócił ją z równowagi.
Gdyby była kimś zgoła łagodniejszym, to pewnie w tej sytuacji dawno już by zapadła się pod ziemię. Ale nie. Charlie stała tylko bez ruchu, zastanawiając się, co też powiedziała nie tak, jednocześnie obliczając w myślach plusy i minusy obicia na wstępie twarzy współlokatora.
- Ale ty… Ty tak na serio? Nie no, przepraszam Cię, przepraszam… Nie, jednak nie niańka. Pokojówka. Tak będzie lepiej. Ja tu nawet chyba… mam gdzieś fartuch!
- Ale jak, co…
- Hej, ale ta część z panem była niezła! Myślałaś może o pracy w takich japońskich restauracjach z pokojówkami? Dziewczyno, matko, jesteś świetna!
Opowiadał to z takim entuzjazmem, że gdyby energia świetlna była na entuzjazm, to zapełniłby nią całe osiedle. Ale cóż, nadal pozostawał opanowany i chłodny w swoim sposobie bycia, więc zamiast skakać dookoła niej, rozpoczął wolny i okrągły spacer, przy okazji obserwując ją, jakby była towarem na targu.
Charlie nabrała powietrza w płuca i już miała powiedzieć coś jeszcze, kiedy Zayn znów się odezwał, ani na chwilę nie negując swojej pozycji pana i władcy.
- Ale chwilkę, czy ty nie powinnaś mieć czasem jakiś bagaży, skoro się tu wprowadzasz? Chyba, że wolisz chodzić tu nago, nie będę narzekał – mruknął, mrużąc lekko oczy, jakby nagle zraziło go światło żarówki. Widząc, jak dziewczyna rzuca zniesmaczone spojrzenie, a potem wybiega z mieszkania jakby zadowolona, że może już stąd wyjść, uśmiechnął się do siebie, całkowicie zadowolony, mrucząc jeszcze pod nosem:
- Nie? W takim razie, jeszcze nad tym popracujemy…

Kiedy wtoczyłam się nareszcie po tych krętych schodach z dwoma potężnymi torbami na ramieniu i ostatnim kartonem pod pachą, on był już „zrobiony” – ubrany i wyperfumowany, siedział na parapecie i palił papierosa. I nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że siedział po zewnętrznej stronie okna i tak po prostu machał sobie nogami w powietrzu.
Nie powiem, żeby to było normalne, ale naprawdę, nie chciałam się już tutaj odzywać ani słowem. Irytował mnie tak cholernie, że najchętniej od razu bez skrupułów dałabym mu w twarz. Ale nie mogę, no nie mogę. Za coś mi w końcu płacą. Parszywa robota.
Położyłam, najciszej jak mogłam, obie torby i karton przed drzwiami  i usiadłam na chwilę obok nich na podłodze, żeby zebrać oddech. Cóż, nie liczyłam wcale, że owy nowy współlokator okaże się tak cudownie wspaniałomyślny, żeby pomóc mi nosić bagaże, ale kiedy czwarty raz pojawiłam się na piętrze z nowymi rzeczami, no, to było dosyć niegrzeczne. I niech mi teraz ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że takie rozpieszczone gwiazdki to są normalni ludzie, bo nie są. Zwyczajne gnidy.
Dym papierosowy niebezpiecznie zatańczył mi na nozdrzach, przypominając, że to już pora. Najprościej byłoby podejść do tego ekwilibrysty na parapecie i zapytać, czy nie poczęstowałby mnie jednym… Ale gdzie, ja? No w życiu. Nie będę pytać tego idioty o cokolwiek, ba, nie zamierzam się do niego odzywać wcale. Dam sobie uciąć obie ręce, że jemu też niespecjalnie zależy na zażyłych ze mną stosunkach. I dobrze. Wszystko na swoim miejscu.
Ale… co on tam robi na tym parapecie? Boże, a jak on spadnie?
Steve urwie mi łeb przecież jak mu się coś stanie.
- Nie spadnę – odezwał się na raz, wypuszczając z płuc kolejny kłąb dymu. 
Co to takiego było?
Wstałam po cichu z podłogi i podeszłam powoli do okna, cały czas nie spuszczając jego lekko pochylonych do przodu pleców z pola widzenia. Cóż, gdyby się jednak mylił, zawsze byłoby mi go lepiej łapać.
Oparłam lekko dłonie na parapecie, nadal jednak pozostając w bezpiecznej odległości.
- Nie spadnę – powtórzył poirytowany – Naprawdę, nic mi się nie stanie. To, że jesteś tutaj, żeby mnie pilnować, naprawdę nie znaczy, że nie mogę niczego zrobić sam.
Odwrócił się nagle na plecach: siedział teraz bokiem do mnie, bokiem do pędzącej w dole ulicy – tak, jakby znał to mieszkanie na wylot, nonszalancko opierając nogę o ścianę. Przeszył mnie nagle chłodnym, ironicznym spojrzeniem: jak gdyby był kimś o wiele ode mnie lepszym. A nie był, pieprzony gówniarz. Nadął brwi, bo chciał wydawać się groźny. Jezu, znowu przykleił sobie do twarzy ten znoszony uśmieszek, coś, jakby gwałcił stado słoni.
Otworzyłam już nawet usta, żeby mu to powiedzieć. Żeby mu wypluć w twarz, że jest tak cholernie irytujący, i tak bezsprzecznie beznadziejny, bez jakichkolwiek horyzontów, poglądów, manier, omamiony pieniądzem, taki po prostu, po prostu…
- Seksowny.
Szybkim ruchem ręki zgasił papierosa o parapet, niemalże przyprawiając mnie o dreszcz. Nie podobało mi się to wszystko. Bardzo mi się nie podobało.
Zeskoczył zaraz na podłogę i stanął naprzeciwko mnie, krzyżując ręce na piersiach.
Cholera. Całe życie będziemy tak naprzeciwko siebie stać. Welcome żylaki.
- Seksowny. Doskonale wiem, o czym myślisz, bo to wszystko maluje się na tej twojej dziecięcej, pulchniutkiej buźce. Przepraszam.
- Co? – wydukałam z siebie, próbując rozszyfrować cokolwiek, co ten popieprzony człowiek chciał do mnie powiedzieć. Naprawdę, zachowywał się jakby wyszedł z jakiejś kreskówki na Cartoon Network. Ba, tak świetnie owija w bawełnę, że pewnie miał w szkole 6 z techniki.
Uśmiechnął się.
- To znaczy, sweetheart, że się z tobą nie prześpię. Nie ma mowy.
I tu mnie trafił szlag.
Podeszłam do niego troszkę bliżej, żeby jak najmocniej skupić się na tych malutkich brązowych oczkach, które zdawały się obejmować cały pokój taką władzą, że jednak żadną.
- Przepraszam, czy ty w ogóle rozumiesz, co do mnie mówisz? Ćpałeś coś? Piłeś przed wyjściem?
- Hę? – mruknął, nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
Przeklęty ignorant.
- A o to mi chodzi, ‘mr. Know it all’, że odkąd postawiłam stopę w tym mieszkaniu, to zgrywasz takiego pieprzonego ważniaka, że aż mi się gotuje. Przepraszam, ale albo cierpię na jakiś symptom niewyraźnej rzeczywistości, a uwierz mi, że papiery mam czyste jak kiedyś Tamiza u źródła, albo ktoś w tym pokoju ma odrobinę za duże ego. I już naprawdę nie mówię nic o tym, że kiedy ja targałam te cholerne rzeczy, których wcale NIE CHCIAŁAM tu wnosić, po schodach, bo ta winda potrafi unieść tylko jakieś patyczaki, to ty co robiłeś? Paliłeś papieroski? Ty? Taki piękny model? Czy modele czasem nie powinni mieć śnieżnobiałych ząbków? Wydaje mi się, że nikotyna raczej nie działa jak pasta wybielająca, shit, a wiem o tym doskonale, bo sama mam cholera w torebce nieotwartą paczkę pieprzonych Black Devili i jeszcze cholera nie miałam dzisiaj czasu zapalić, bo użeram się z jakimś nastolatkiem bawiącym się w American Dream na wyspach!
Patrzył na mnie tym wzrokiem w stylu „ona umie mówić?”
Nie wyszło. Cholera, nei wyszło. Za twarda sztuka. Gównażeria. Przecież to było takie słabe.
Jak on mnie irytuje. Trzymaj mnie ktoś, błagam.
- Ostra. Lubię takie.
- Czy ty naprawdę myślisz, że ja jestem kolejną z wrzeszczących morsów spod billboardu z West Endu?
Tym razem udawał zdziwienie, zalotnie układając brwi. Piekło.
- A nie za kogoś takiego właśnie zapłaciłem?
- Patrzcie go, jaki bogaty! A stringi wysadzane diamentami masz?
- Mam. Nawet biustonosz. Zamówiłem specjalnie dla mojej niańki. Płaciłem za piersiatą i wypukłą z tyłu… nie no, przecież u Ciebie nie jest tak źle. Ale dużo się jeszcze w tych sprawach musicie nauczyć, tam, w tej waszej agencji.
A potem… potem już nawet nie pamiętam, co się działo. Wpieniacz. Dupek. Był irytujący, ironiczny i myślał, że może wszystko. Że jest pieprzonym panem świata. A nie jest. Przynajmniej nie w tym domu.
Nie z Charlotte Hales.
A wyglądało to mniej więcej tak:
- DLACZEGO MI WYWALIŁAŚ MOJĄ DZIWKĘ?
- BO NIE BĘDZIESZ SYPIAĆ Z DZIWKAMI!
- A KIM TY NIBY JESTEŚ W TYM DOMU, ŻE TAK NAZYWASZ MOJE KOCIAKI?
- IMPERATOREM, CHOLERA. TWOJĄ OCHRONĄ, GŁUPIA SUKO!
- SAMA JESTEŚ SUKĄ, SUKO!
A potem chyba znowu wyszłam z tego mieszkania.
Chyba będę robić to często.

Zayn popatrzył znowu, kolejny raz tego dnia, jak zamykają się do tej pory utkwione w bezruchu drzwi jego nowego mieszkania i uśmiechnął się sam do siebie, na wspomnienie ostatnich kilku minut. Nietypowa. Akurat taka, o jaką poprosił.
Popatrzył na lekko uchylone okno, przez które zimne jesienne powietrze wpadało do pokoju, walcząc z ciągle obecnym papierosowym dymem i mierzwiąc mu nieuczesane włosy. Otoczył leniwie spojrzeniem ciemne chmury, które powoli zbierały się na szarym niebie, dopełniając tradycyjną dla późnej jesieni londyńską aurę, opaśle przylegając do dachów wieżowców. Będzie padać, pomyślał. Jak ona ma na imię? Cha… Charlie? Charlotte. Ładnie. Pasuje do niej, tak… miękko, ale jednocześnie z charakterem. Cóż. Jej rodzice odwalili kawał dobrej roboty. Tak, o czym to on? Ach, deszcz. Więc Charlotte wróci mokra, bo przecież, ha, harda, uparta, nie wzięła parasola. Może być ciekawie.
Bo wróci. Był tego absolutnie pewien.
Wrócił wspomnieniami do początku tygodnia. Kiedy jego agent umówił go ze znajomym dyrektorem podobno najlepszej tajnej agencji chroniącej celebrytów, był nastawiony dosyć sceptycznie. Pamiętał, tak, to był ten dzień, kiedy pozował z Carlą, no tak, Carla. Rozwydrzona, strasznie rozwydrzona, ale dobra w łóżku. Sam Levine ją polecał kiedy ostatnio byli na piwie, więc czemu nie? Wracając, Carla miała wtedy ten gorszy dzień, i strasznie bolała go głowa, ale poszedł, po tym włamaniu do jego mieszkania. I wcale nie zamierzał ułatwiać mu pracy, bo niby czemu? Jemu nikt nigdy niczego nie ułatwiał. Więc dał odpowiednie warunki: ma być nietypowa, nieodgadniona, tajemnicza i trudna. Ma być delikatna ale stanowcza, uległa ale asertywna. I myślał, że dał temu szczurzemu Stevowi (bo wyglądał jak szczur, cóż, najpiękniejszy to on naprawdę nie był) trudne zadanie. A teraz… facet chyba naprawdę znał się na rzeczy.
Ale sam nie wiedział, czy czasem nie wpakował się w pułapkę. On. Koneser kobiet. Jakiś jego znajomy powiedział kiedyś, że w tak młodym wieku mógłby już pisać leksykony kobiet, tak dobrze już je zna. Schlebiało mu to, rzecz jasna, ale zastanawiał się, czy nie wyleciał czasem z motyką na słońce, bo rozgryźć Charlie mogłoby być bardzo trudno.
- Przynajmniej jest ładna – powiedział do siebie, dziwiąc się przez chwilę, jak dźwięcznie odbija się jego głos, niegdyś głos piosenkarza, po ścianach pustego mieszkania.
Zaczeka na nią. Bo wróci.
Usiadł wygodnie w fotelu, sięgnął po niedoczytaną książkę Stiega Larssona, obracając w palcach niezapalonego papierosa. Lubił to robić. Odstresowało, a nie truło organizmu.
Charlotte. Nie miał chyba jeszcze Charlotte.
Wróci. A on zaczeka.

- Nie ma mowy, Charlotte. Już o tym, rozmawialiśmy, prawda?
- Ale Steve, no do jasnej cholery! Tak jest w porządku?
- A ty oczekiwałaś, że w tej pracy wszyscy będziesz od razu chodzić po czerwonych dywanach? Dorośnij, dziewczyno. A teraz zrób to, co każę, bo nie chcę tej rozmowy kontynuować w biurze.
- Ale tak po prostu mam go przeprosić za nic?
- Charlotte, powtórzę to jeszcze raz. Pan Malik płaci potrójną stawkę, więc naprawdę proszę Cię, bądź dla niego miła, inaczej cała nasza firma na tym ucierpi, a ty w szczególności. Wiesz, co masz w kontrakcie. Na nic więcej nie musisz się zgadzać. Osobiście tylko Cię proszę – postaraj się, dobrze?
Charlotte rozłączyła się bez odpowiedzi.
Wiedziała, że nie może postąpić inaczej, co denerwowało ją nawet bardziej.
Ciężkie krople uderzały powoli w chodnik, dudniąc jednym rytmem ustalonym gdzieś na Górze. Dziewczyna patrzyła posępnie na wodę rozbijającą się na płytach i oddychając powoli, jakby próbując złapać odrobinę spokoju w dniu, który miał okazać się dobry, a nie przyniósł nic poza niepotrzebnymi nerwami. Nie lubiła się denerwować.
Ale jeszcze bardziej nie lubiła rozpieszczonych, samolubnych gówniarzy bez absolutnego szacunku do pieniądza i drugiego człowieka. Widziała go pierwszy raz na oczy, a już wiedziała, że się nie polubią. Po prostu nie mieściło jej się to wręcz w głowie – jak można tak po prostu, nawet nie zamieniając słowa, całkowicie i absolutnie kogoś wyśmiać?
Charlotte nie należała ani do biednych, ani do przesadnie bogatych – jej rodzina reprezentowała tak zwaną klasę średnią, czyli nieźle, ale na forsie nigdy nie spała. Jej ojciec Greg, dawny, dosyć rozpoznawalny mikser muzyczny, aktualnie opiekun młodych zespołów i organizator koncertów i Susan, mama, z wykształcenia prawniczka, ale z zamiłowania malarka i rzeźbiarka, byli udanym, szczęśliwym małżeństwem, co przekładało się oczywiście na małą Charlie. Byli, jak to ich córka uwielbiała nazywać, parą wiecznych hippisów – cały ich dom, który dziewczyna pamiętała jak fotografię był pełen kwiatów, kolorów, słoni z podniesioną trąbką i zapachów, które do tej pory na wspomnienie barwią swoją słodkością i goryczą jej umysł. Zawsze pełno w nim było ludzi – znajomych, przyjaciół, czasem zupełnie obcych osób, które rodzice potrafili bez pardonu przyprowadzić do domu prosto z ulicy. Cała ta gromada wpłynęła na córkę tych zwariowanych ludzi bardzo pozytywnie, czyniąc ją otwartą i ciekawą świata, co według Grega i Susan liczyło się ponad wszystko.
Charlie spojrzała na czarne kłęby, które niezbyt miały ochotę uciekać z nieba i nerwowo postukała się po kieszeniach, szukając dotykiem kształtu kwadratowej paczki.
No tak. Fajki zostały w „domu”.
Nabrała więc powietrza do ust i zaczęła je powoli wypuszczać, jak zawsze, kiedy miała ochotę, a nie miała zupełnie jak zapalić.
Rodzice Charlie miesiąc po jej wyjeździe do kryminalnego collegu wyjechali do Indii, żeby, jak to wyjaśnili, spełniać swoje marzenia. Początkowo na krótko. A potem, podczas tych kolejnych rozmów na Skype, do których Charlie przygotowywała się jak do świąt, wszystko się zmieniało. Charlie sumiennie przed wyznaczoną godziną rozmowy odkurzała dokładnie metr kwadratowy w tle, kładła kapcie i ramkę na zdjęcia w zasięgu wzroku i czekała na ten moment, kiedy ikonka dostępności konta rodziców robiła się zielona. I tak właśnie, na początku nadawali z hotelu, potem z wynajętego mieszkania, a potem już z własnej wykupionej kwatery, która stopniowo zapełniała się, jak dawny, sprzedany dom, etnicznymi dodatkami i hippisowskim ciepłem.
Nie zamierzali wracać.
Charlotte była bardzo konsekwentną co do siebie osobą i nie zamierzała niczego przed sobą ukrywać. Jak wszyscy zawsze bali się przedstawiać i opisywać siebie samego, tak zawsze Charlie robiła to bezbłędnie. Uważała się za osobę dosyć krytyczną, perfekcjonistkę i arogantkę, ale pomimo tego wszystkiego, ciężko było jej się pogodzić z wyjazdem rodziców.
Na samym początku czuła się, jakby tylko czekali, żeby się od niej uwolnić, kiedy tymczasowo zamieszkała w internacie. Bo wyjechali z dnia na dzień, sprzedając ukochany dom i zostawiając jej tylko mieszkanie w rodzinnym mieście, laptopa i konto bankowe.
I nikogo nie było przy niej, kiedy kończyła szkołę, kiedy dostała pierwszą pracę, pierwszą wypłatę, kiedy kupiła samochód.  Z nikim nie rozmawiała, kiedy przeżyła swój pierwszy raz, nikt nie gotował jej uzdrawiających zupek podczas pamiętnej „małej epidemii” grypy.
Emocje bladły. Samotne wieczory, a potem święta spędzane u rodziców Prestona stawały się już czymś rodzaju tradycji.
A deszcz nadal padał bezlitośnie, jakby zmywając ze świata cały ostatni brud przeżyć, których ten chciał się pozbyć.
Charlie wstała i postawiła krok w deszcz, opuszczając obcą klatkę, która chroniła ją do tej pory.
Ona też miała troszkę przeterminowanych przeżyć do pozbycia się.


Noc ciekawsko zaglądała już w okna, racząc je od zewnątrz chłodnymi podmuchami jesiennego wiatru i żegnając na krótką chwilkę deszczowe chmury, kiedy Charlie, mokra od stóp do głów stanęła w progu mieszkania numer 18 i po raz kolejny tego dnia smętnym spojrzeniem powlokła po ścianach, jakby były co najmniej z więzienia.
Wyrwało jej się przeciągłe westchnienie – jakkolwiek była bardzo wytrzymała fizycznie, tak niechciane spotkanie z burzą nie należy przypadkiem do miłych wspomnień, tym bardziej silnie zbudowana Charlie wręcz słaniała się na nogach. Pojedyncze kropelki osadzone delikatnie na jej jasnych policzkach mieniły się jedna przez drugą, delikatnie spływając po owalu skóry, kapiąc, łącząc się ze sobą. I tak przez całe ciało. Mokra kurtka i spodnie przyklejały się do ciała dziewczyny, tworząc niekomfortowe nieco uczucie, że zaraz padnie jakiś uszczypliwy komentarz, na jaki Charlotte już absolutnie nie miała więcej siły.
Odgarnęła z oczu kosmyk mokrych czarnych loków, które zaczynały się już niebezpiecznie puszyć w okolicach czoła. Wyuczonym ruchem ściągnęła adidasy, całkiem nowe, a już mokre, ach, ten los, i ruszyła spacerem w głąb mieszkania, kalkulując, gdzie spotka swoją aktualną kulę u nogi pachnącą żelem do włosów.
Był. Półleżał w śnieżnobiałym fotelu, wolno opierając głowę o oparcie. Trzymał jeszcze w ręce książkę, która swobodnie zwisała mu spod rąk pod wpływem jego uścisku niezwolnionego snem. Oddychał powoli, równo, i spokojnie, aż Charlie złapała się na tym, że przygląda się ruchowi jego klatki piersiowej, jakby sprawdzała, czy wszystko jest w porządku.
Przeszło jej? Niemożliwe.
Niechęć do takich ludzi nie mija.
Omiotła jeszcze raz całą jego sylwetkę skupioną na jednym fotelu spojrzeniem, starając się niwelować te wszystkie prowokacyjne instynkty, które dziwacznie kazały jej go zaraz obudzić i solidnie nim potrząsnąć. Dziwak Charlie. Przypomniała sobie jednak zaraz o słowach Steva, a potem nieuważnie wymsknęło jej się głębokie westchnienie.
Cóż, to chyba najlepiej, że śpi. Mniejsze upokorzenie, nieprawda?
- Well… - zaczęła, strzępiąc język, zupełnie nieprzekonana ani jednego ze słów, które ktoś wcześniej sformuował za nią: nagle jednak odkrywając, że może jest i w nich jednak odrobinę prawdy, że może nie do końca czuje się aż tak pokrzywdzona i żądna przeprosin z jego strony. I nie wiadomo, czy odrobinę zła na siebie z tego powodu, ale chyba poczuła, że widok śpiącego Zayna Malika odrobinę ją rozczula.
- Wiesz, wcale nie jestem taka na Ciebie zła.
Cisza, przerywana jedynie męskim oddechem, zdającym się odbijać wręcz od białych ścian.
- Przepraszam cię. I wcale nie myślę, że jesteś tam, no, suką.
Opuściła ramiona i przygryzła wargę, bijąc się z myślami. Spojrzała ukradkiem na czerwono szary koc przewieszony niedbale o oparcie kanapy, a potem przeniosła wzrok na śpiącego chłopaka. I nagle pozbyła się wszystkich dziecinnych i zdecydowanie zbyt poufałych i naiwnych myśli, po czym sama dla siebie z całej siły walnęła się w czoło.
- Jesteś dziwna, Charlotte – mruknęła sama do siebie, a potem cichutko wślizgnęła się na kanapę, wygodnie poruszając stopami po miękkiej jej fakturze.
Ledwie zamknęła oczy, a już Morfeusz porywał ją gdzieś daleko w swoje krainy.
I tylko ją.
Zayn uśmiechnął się do siebie, jakby właśnie wygrał coś najdroższego, jednocześnie nie spuszczając oka z Charlotte. Wzrokiem najlepszego znawcy wędrował przez chwilę po jej czole, studiował mokre włosy zlepione na jej policzkach, omiótł spojrzeniem piersi i połaskotał brzuch. Podobała mu się, natomiast nie mógł sobie przypomnieć, na jak wiele może pozwolić sobie w takiej właśnie sytuacji.
Och, co to to nie – Zayn Malik nie był znowu jakimś alfonsem czy kolekcjonerem, jak nazywali to niektórzy – Zayn Malik po prostu bardzo lubił kobiety. I naprawdę nie myślał, że kiedykolwiek będzie w stanie skoncentrować się na jednej.
Miłość. Nie istniało dla niego nic takiego.
I nie chciał być niemiły czy też przedmiotowy dla Charlotte.
To był po prostu jego sposób bycia. Będzie musiała się tego nauczyć.
Zrozumieją się.
Pokiwał głową, jakby nagle zrozumiał coś bardzo ważnego, a potem bezszelestnie zsunął się z fotela, sięgnął po koc i równym ruchem przykrył Charlie.
Sam natomiast udał się do sypialni.


________________________________________________________________________

no i mamy! cieszę się niezmiernie hihihihih :) prace nad rozdziałem 3 już trwają C:
ja i Charlie czekamy na nową dawkę pytań do bohaterów po nowym rozdziale pod linkiem.
Charlotte zaraz wybuchnie z podekscytowania.

rozsyłajcie, polecajcie, reklamujcie, piszcie najlepszym przyjaciółkom, mamom, tatom, sąsiadom, babciom, kuzynkom, wszystkim, których frozen mogłoby zainteresować C:
a ja postaram się publikować rozdziały nawet co dwa dni w tak gorącym okresie - wiecie, że wszystko zależy od was? ; ) bardzo cieszę się z komentarzy i marzyłabym wręcz o zasadzie czytasz=komentujesz...
ale jej nie zrobię, bo jest śmiertelnie głupia i musiałabym traktować was jak bezmózgów, żeby ją tu wstawić.
#chamskiTuman no, a tymczasem oddaję wam w rączki dwójeczkę i liczę... wiecie na co liczę.
love you all!
xoxo, tuman

PS. proszę absolutnie nie brać niczego do siebie, co odpisze Zayn na tumblrze.
to jest po prostu chamska świnia.

40 komentarzy:

  1. no niezle,niezle. pewnie zaczna sie dogdywac,chociaz bardziej wciagaja mnie fragmenty gdzie sie kloca. Coz,zobaczymy co dalej wymyslisz. Jestem pod wrazeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. omg tak strasznie chciałabym znaleźć się na miejscu Charlie. no, naprawdę. patrzeć na takiego Zayna, robiącego takie rzeczy omg nie obraziłabym się, naprawdę. no, ale podziwiam dziewczynę za to, że jakoś z nim wytrzymała tego dnia.
    doprawdy, gówniarz z niego.
    mimo tego całego charakteru Zayna to własnie o takim lubię czytać najbardziej. IDEALNIE. no i Charlotte też mi przypadła do gustu, będę się jarała cale zycie, ze jej imie to po polsku Karolina sjdfksdf!
    no i równie mocno jara mnie to, że wsponiane zostało coś o dodawaniu rozdziałów co dwa dni *__________________* gorąco na to liczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. JAK ZWYKLE MEEEEGGAAAA! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. I just.. nie wiem co powiedzieć.
    CUDOWNY rozdział, awwh.
    Całe opowiadanie wyobrażałam sobie, jakbym to ja była Charlotte.
    Najbardziej rozśmieszyły mnie momenty:
    "Welcome żylaki" oraz "- SAMA JESTEŚ SUKĄ, SUKO!". Nie wiem, tak po prostu, haha.
    A ten koniec.. kurczę to chyba najlepsze opowiadanie jakie czytałam.
    KOCHAM TO.
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału c:
    @julkson

    OdpowiedzUsuń
  5. "DLACZEGO MI WYWALIŁAŚ MOJĄ DZIWKĘ?"
    haha, kocham Cie ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. In attesa del terzo capitolo, un felice week end a te...ciao

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i'm so sorry i don't speak italian :c

      Usuń
  7. Super :) Będzie ciekawie:) Mam nadzieję na więcej takich tekstów XD
    toyta

    OdpowiedzUsuń
  8. Mistrozwoskie, piękne. I nawet przekleństwa nie rażą. Kocham cię, kocham. Pisz dalej. Nooooooooo... znó się boję zacząć czytać tak jak na mazeofdreams. Bo tamte teksty były tak piękne, że aż bałam sie zaczynać. Bo gdy zaczynałam t byłam tak głodna ciągu dalszego.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na http://smiechlosu.blogspot.com
    Devrait
    Ps. Czy lubisz może igryska śmierci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam płytę z filmem, ale wiecznie nie mam czasu, żeby obejrzeć :P

      Usuń
  9. lol dafaq zayn jest miły dla charlie
    ZAYN JEST MIŁY DLA CHARLIE
    AWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW
    fuj


    ale dobrze
    bo co za dużo to nie zdrowo!


    ahhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh tuman frajerze wiesz że jak mam dobry dzień to mogła bym nieskończenie podniecać się kazdym słowem i wgl rozdziału, ale dzień mam zły. o. tak to ujmę.
    ale i tak wiesz, że cholernie podoba mi się rozdział

    jeju
    nie wiem jak ty to robisz, ale zawsze jak czytam twoje opowiadanie to nie mogę dosłownie się oderwać. nie nudzą mnie nawet opisy nocy, czy tego głupiego nieba, co normalnie napotykając w innych opowiadaniach opuszczałam i przechodziłam do dalszej częśći rozdziału.
    w twoich opowiadaniach jest coś magicznego, kurde.
    HAHAHAHAHAAH ALE ZJEBANE SŁOWO, SORY 'MAGICZNEGO'
    ale taka prawda
    so
    don't judge me


    hmmmmmmmmmm moje komentarze są chyba najdłuśze i mają w sobie najmniej sensu
    ale to rodzinne
    bo obydwie mamy nierówno pod sufitem
    i dlatego jesteśmy fajne byczyz



    congrats kochanie, jak zwyjke rewelacja


    twoja milencia która nigdy więcej nie skomentuje z konta google fuck you

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejny świetny. Najlepszy blog jaki czytam :) Czekam na 3 ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. TUMAN, ROBOTA GENIALNA :>

    OdpowiedzUsuń
  12. beznadziejne? nie.
    głupie? nie.
    bez sensu? nie.
    takie sobie? nie.
    fajne? nie.
    bardzo fajne?
    nie?
    genialne? nie.

    MEGAKURKAPRZEGENIALNE!

    xoxoxoxoxoxoxoxoxo

    OdpowiedzUsuń
  13. dziwnie to zabrzmi ale uwielbiam takiego Zayn'a

    OdpowiedzUsuń
  14. rozjebujesz tekstami Tuman, hahaha... ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. zaczełam dziś czytać i nie mogę się oderwać. mam tylko jedną prośbę. mogłabyś powiadamiać mnie na twitterze? @sandra_wisniews Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zwykle swietny *__* kocham cie <3
    @OfficialNatasza

    OdpowiedzUsuń
  17. CZEŚĆ, TU NEJPI! PISZE KOMENTARZ I PISZE CAPSLOCKIEM, ZEBYS GO ZAUWAZYLA I NIE ZAPOMNIALA O MNIE PRZY POWOADOMIENIACH.

    OdpowiedzUsuń
  18. POWIADOMIENIACH*
    ~ nejpi

    OdpowiedzUsuń
  19. :) świetne :) czytałam już twoje opowiadanie i było naprawde świetne :) gratuluje wyobrazni :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tuman, Kochanie Ty moje!
    Już kocham to opowiadanie ! Muszę przyznać, że mam tak samo jak Devrait : "znów się boję zacząć czytać tak jak na mazeofdreams. Bo tamte teksty były tak piękne, że aż bałam sie zaczynać. Bo gdy zaczynałam t byłam tak głodna ciągu dalszego. "
    Jestem jak najbardziej za, żebyś dodawała nowe rozdziały nawet co dwa dni ;) Czekam na kolejny ♥

    Blond xoxo

    OdpowiedzUsuń
  21. ale żeś walnęła kłótnię, suko


    dżem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, dzięki za nią, suko

      Usuń
    2. spoko, suko

      Usuń
    3. kocham cię dżemor suko

      Usuń
    4. też cię kocham tuman suko

      Usuń
  22. aj Tuman, Tuman, skrabie. Kocham Cię za to opowiadnie! <3 jak mi zaraz nie dodasz 3 rozdziału to obiecuję, że przyjadę i nakopie ci do dupy ^___^ dodawaj, now!
    + http://forget-what-it-was.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. EOJPKERJKPOJEPOJERPOEJRORJREPJR KCKKCKCKCKCKC

    OdpowiedzUsuń
  24. Hahaha kocham ten pomysł z pytaniami do bohaterów xDD
    Wgl całe opowiadanie jest megaa świetne widać że dobrze przemyślana "promocja" i ogólnie wszystko :D.

    Czytałam twoje poprzednie opowiadanie i byłam dosłownie zachwycona. Wiedziałam że to opowiadanie będzie równie świetne no ale serio to zaskoczyłaś mnie totalnie xD
    Jest moim skromnym zdaniem dużo lepsze od ostatniego, jakoś tak bardziej przemyślane no i przede wszystkim byłam pewna że będzie całe 1D i dużo się będzie kręciło wokół nich a tu kolejne zaskoczenie :DD
    Także ja czekam z niecierpliwością na trójkę.
    ;)

    @HiImLoha

    OdpowiedzUsuń
  25. ostrono, suko. ahahahahaahaha o boże. Tuman, niezłe teksty xD

    OdpowiedzUsuń
  26. Hej. świetny blog ! Lubisz pisać lub dostawać listy, pocztówki drobne upominki ? przyłącz się do akcji na blogu http://is-charlie.blogspot.com/ ZAPRASZAM :)))

    OdpowiedzUsuń
  27. Och, genialne!!!
    Błagam piszcie szybciej! <3
    To jest wielkie, ja chce już następny :*
    <3

    OdpowiedzUsuń
  28. świeetne : 3 czekam na następny rozdział < 3 kocham twojego bloga ; *

    OdpowiedzUsuń
  29. To jest naprawdę zupełnie oryginalne opowiadanie! I to mi się właśnie podoba :D czekam na kolejny rozdział!! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. BOŻE TUMAN, MÓJ KOCHANY, TO JEST ZAJEBISTE RFBHREGBRHGRB KOCHAM TO DFBERFHBERFRHJ JESTEŚ WSPANIAŁA I MASZ TALENT ! <3

    OdpowiedzUsuń
  31. wow, to opowiadanie jest genialne! oryginalne, ciekawe i niezmiernie wciągające! już tam jeden kij z pomysłem, ale dziewczyno, twój styl pisania! ;o jest taki...normalny. nieprzesadzony, momentami komiczny i złośliwy, ale taki...znajomy.
    ale oczywiście składam pokłony, bo sam pomysł rzeczywiście jest niebanalny, nigdy wcześniej na coś takiego nie wpadłam i na pewno nigdy w życiu bym czegoś takiego nie wymyśliła, więc szacun. ;D
    od razu przepraszam, za to zawiłe coś na górze, ale nigdy nie byłam dobra w komentowaniu ;< ♥
    @Kramel97

    OdpowiedzUsuń
  32. Byłam wielką fanką twojego poprzedniego opowiadania maze of dreams, więc nawet nie wiesz jak się cieszę widząc że znowu coś piszesz. Jestem zaintrygowana. Mój tt: @curlylikeharryx. xoxo

    OdpowiedzUsuń
  33. Rozdział długi, ale szybko i fajnie się czyta :D Fabuła bardzo fajna, ogółem podoba mi się i czekam na więcej.
    Informuj mnie: @cytrynowykaktus

    OdpowiedzUsuń
  34. Jej!dawaj następny, bo juz nie wytrzymam! KOCHAM!<3

    OdpowiedzUsuń